Wolność słowa a psychuszka- dylematy demokracji


1Czy o państwie, w którym wolność słowa jest arbitralnie ograniczana można mówić, że jest państwem demokratycznym? Czy w ramach swobody wypowiedzi można powiedzieć wszystko? Jakie są granice wolności słowa i czy one w ogóle być powinny?

Do zajęcia się dylematem o wolności słowa w III RP sprowokowała mnie charakterystyczna dla postkomunistycznej rzeczywistości sytuacja jaka miała w czasie ostatniej sesji Rady Gminy w podlubelskiej Konopnicy. Może ktoś powiedzieć, a co tam obchodzi mnie jakaś bliżej nieznana Konopnica, która nie wiadomo nawet gdzie się znajduje. Jednakże mimo tego, że Gmina Konopnica jest przeciętnemu obywatelowi Naszego Kraju nieznana to podczas jej Rady Gminy tamtejsi radni przegłosowali, dość istotną z punktu widzenia wolności słowa, uchwałę. Otóż 13 spośród 15 radnych poparło wnisek o skierowanie na badania psychiatryczne „czarną owcę”, która zagnieździła się podstępnie w ich szacownym gronie. Wniosek o skierowania na badania rzeczonego radnego motywowany był jego niewłaściwym zachowaniem przynoszącym ujmę powadze władz gminy oraz godzące w dobre imię radnych i mieszkańców tejże gminy. Z pozoru reakcja radnych była słuszna, ale trzeba się mocniej pochylić nad problemem i rozważyć tą sytuację polegającą na tym czy zachowanie radnego mające niby naruszać wysokie standardy zasad i jednocześnie wywoływać zgorszenie pozostałych trzynastu radnych uprawniało ich do takiej uchwały? Reakcja szczerze oburzonych radnych dotyczy – jak uzasadnia to przegłosowany wniosek- wyrażonych przez jednego z radnych „obraźliwych słów i gestów, które narażają na szwank dobre imię gminy i jej mieszkańców”. Jak widać z powyższego idea przyświecająca oburzeniu radnych jest godna poparcia i czysta jak kieliszki dopiero co wyjęte z automatycznej zmywarki. A więc nie pozostaje w tej sytuacji nic innego jak zacytować dla głębszego zrozumienie incydentu jakie to słowa i gesty tej „czarnej owcy” wśród radnych doprowadziły do takiego skandalu? Otóż słowa te to, cytuję: „Niektórym osobom trzeba ogolić to i owo i wysłać do piaskownicy.” Sam bohater „afery” przyznał, że użył niewłaściwych słów, ale jednocześnie podkreślił, że działał w słusznym interesie mieszkańców gminy. Czy w świetle powyższych faktów można uznać, że Rada Gminy Konopnica przegłosowywując ten wnisek postąpiła zgodnie ze zdrowym rozsądkiem i prawem, czy też uzurpuje ona sobie jakieś specjalne przywileje wedłóg, których może przegłosować każdą durnotę? Otóż, jeśli chodzi o meritum, sprawa jest bardzo prosta, bo wedłóg obowiązujących w świecie państw demokratycznych standardów to sami wyborcy decydują kto ich ma reprezentować i tylko oni w wolnych i suwerennych wyborach decydują o tym czy ten czy też inny kandytat dostanie od wyborców mandat uprawniający do zasiadania w przedstawicielstwach społecznych ciał samorządowych. A więc- idąc dalej tym tropem- to również wyborcy, w sytuacji, gdyby okazało się,że wybrany przez nich kandydat w trakcie sprawowanej kadencji „naraża na szwank dobre imię gminy i jej mieszkańców” mogą odwołać go w trakcie trwania kadencjii i nikt ich w tym prawie nie może zastępować. Poza tym jest pytanie zasadnicze: czy Rada Gminy ma prawo wysyłać, nie tylko radnego, ale kogokolwiek na badania psychiatryczne? Czy Rada Gminy, w osobie jej Przewodniczącego wyda skierowanie na badania psychiatrzyczne i czy takie skierowanie ma jakąś wartość merytoryczną dla lekarza psychiatry? Pomijam tu absurdalność sytuacji w jaką wpędzili się radni RG Konopnica, ale wyobraźmy sobie teraz podobną sytuację dajmy na to w Sejmie gdy posłowie większością głosów decydują o skierowaniu na badania psychiatryczne choćby posła J.Palikota znanego ze swych „kontrowersyjnych” wypowiedzi. Czy takie przegłosowane większością skierowanie na badania psychiatryczne byłoby możliwe, bo moc prawną bez wątpienia miałoby? Sądzę, że jednak tam w Sejmie zdają sobie sprawę z donośnego rechotu jakie by ta decyzja posłów wywołała za granicami naszego kraju- bo przecież byłby to już nieskrywany cyrk w czystej postaci. Reasumując: paradoks sytuacji jaka ma miejsce obecnie po przegłosowanej uchwale RG Konopnica polega na tym, że jak Nam wmawiali niegdysiejsi „reformatorzy” administracji publicznej III RP, demokracja rodzić miał się od dołu, a więc przekazując władzę samorządową społeczności lokalnej demokracja w Polsce uzdrowi się sama i sama z siebie powstanie Polska Demokratyczna. Niestety teoria i dobre chęci sobie, a przaśna rzeczywistość postkomunistycznej Polski lokalnej sobie, gdyż decyzja radnych Gminy Konopnica jest dokładną kopią tego co nie tak dawno temu nagminie miało miejsce na zebraniach egzekutyw POP PZPR w okresie PRL-u kiedy to awangarda robotnicza będąc alfą i omegą decydowała arbitralnie o tym co jest dobre a co złe dla ludu pracującego miast i wsi. Jak widać wszystko łatwo zmienia się na papierze- nawet ustrój państwa- bo papier jest cierpliwy i zniesie każdą niedorzeczność, ale mentalności pokutujacej w narodzie już NIE !!!!. I dlatego moda na odsyłanie niewygodnych adwersarzy politycznych do psychuszek wśród demokratycznie wybranych przedstawicieli narodu jest ciągle żywa tak samo jak żywy jest wśród nich neobolszewizm, bo mimo, że się zmienił system na niby kapitalistyczny to nadal ludzie są ci sami- bez zmian. I to właśnie sami radni z gminy Konopnica, „narazili na szwank i dobre imię jej mieszkańców”, ale czy ci radni są zdolni do wyciągnięcia takiego oczywistego wniosku??? Śmiem wątpić, gdyż „czym skorupka za młodu nasiąknie to na starość trąci”, które to mądre staropolskie powiedzenie poraz wtóry zostało tu potwierdzone.

Pozdrawiam

Autor: prawdazwyciezy